Rower Papieża
Autor: ks. Jerzy Garda
Słońce schowało się już za horyzont, gdy w poniedziałek 4 sierpnia 1980 r. dojeżdżaliśmy do Castel Gandolfo w drugiej już z kolei rowerowej pielgrzymce młodzieży z Kraśnika do Ojca Świętego. Każdy z odczuciem ulgi patrzył na leżącą przed nami na górze rezydencję. Nieważne w tej chwili były bolące nogi, słońce prażące nawet w godzinach popołudniowych, Zmęczenie dochodzące nieraz do granicy młodzieńczej wytrzymałości. Te ostatnie kilometry były, podobnie jak w roku ubiegłym, najcięższe. Kilkanaście kilometrów jazdy po drodze wspinającej się jednostajnie, bez serpentyn i zjazdów w dół, sprawiającej wrażenie zupełnie poziomej, dało się każdemu we znaki. Jedynie nasza „Biedronka”, chociaż obciążona w tym roku większą i cięższą przyczepą, jakby nic sobie nie robiła z ciężkiego podjazdu. Ale świadomość bliskiego już celu naszej pielgrzymki dodawała wszystkim otuchy i siły.
W Castel Gandolfo rozgościliśmy się jak poprzednio u sióstr „Casa nostra”, co znaczy po polsku „nasz dom”. Rzeczywiście ten dom jest bardzo gościnny. Przyjmuje najczęściej młodzież, która odwiedza Ojca Świętego.
> Następnego dnia po przyjeździe przeżywaliśmy największe emocje. Około południa sekretarz osobisty Ojca Świętego ks. Prał. Stanisław Dziwisz przekazał nam jego zaproszenie na prywatną audiencję tego dnia wieczorem. Przygotowania do audiencji i samo spotkanie z Najwyższym Pasterzem w sposób szczególny przeżywała młodzież, która – w większości – po raz pierwszy uczestniczyła w pielgrzymce rowerowej. Na pół godziny przed rozpoczęciem audiencji zjawiliśmy się w ogrodach Castel Gandolfo, przed wielką halą zbudowaną przez poprzednich papieży Piusa XII i Jana XXIII. Czekała już tam – również na audiencję – młodzież polonijna z różnych krajów, której przewodniczył ks. Bp Szczepan Wesoły. Wydawało się wszystkim, ze śnimy, gdy Ojciec Święty idąc do miejsca, które było dla niego przygotowane, skierował swoje kroki ku naszej grupie. Ucieszył się bardzo widząc nas i rozpoznał bezbłędnie tych uczestników pielgrzymki, którzy już drugi raz do niego przyjechali.
Szybko mijały chwile audiencji na wspólnym śpiewie i występie zespołu tanecznego młodzieży polonijnej. Pod koniec audiencji Papież zwrócił się do młodzieży polonijnej. Pod naszym adresem skierował następujące słowa:
Tak się złożyło, że na ten sam wieczór przybyli moi dobrzy znajomi, bo już drugi raz tu przybywają odwiedzić Papieża na rowerach, z Kraśnika. Nie będę was pytał, czy wiecie, gdzie leży Kraśnik na mapie Polski. Przypuszczam, że wiecie, a jeżeli nie wiecie, to sobie zobaczcie, po powrocie do domu. Rozłożycie mapę i znajdziecie ten Kraśnik... Dobrze się złożyło, że ta młodzież – która dzisiaj tutaj przyjechała odwiedzić Papieża- z Kraśnika, spotkała się z młodzieżą, która tu przybyła z Anglii, Francji, RFN i z różnych środowisk polonijnych.
Po odmówieniu modlitwy „Ojcze nasz” Ojciec Święty udzielił nam błogosławieństwa, zrobiliśmy krąg i zaśpiewaliśmy wspólnie pieśń „Idzie noc”. Na zakończenie audiencji obdarował każdego różańcem, a my również złożyliśmy nasze dary – ornat i rower. Ornat z wizerunkiem Matki Bożej Chełmskiej z życzeniem, aby miała Ona Ojca Świętego w swej opiece. W mojej rodzinnej parafii w Chełmie znajduje się łaskami słynący obraz Matki Bożej, stąd właśnie Jej wizerunek na ornacie wyhaftowanym przez moją mamę, która również brała udział w pielgrzymce.
Rower wyścigowy, który ofiarowaliśmy Ojcu Świętemu, był jednym z naszych rowerów: na nim to przyjechałem z Kraśnika do Włoch. Na widok roweru Ojciec Święty zapytał:
Czy mam na nim przyjechać do Kraśnika ?
Młodzież, oczywiście z wielką radością przytaknęła Ojcu Świętemu. Około godziny jedenastej opuściliśmy ogród letniej rezydencji Papieża.
Następnego dnia, w środę, udaliśmy się na audiencję generalną, gdzie Ojciec Święty wyliczając grupy pielgrzymów z Polski, powitał nas słowami „Pielgrzymka rowerowa po raz drugi”. Tego dnia na placu św. Piotra przeżyliśmy jeszcze jedno miłe spotkanie z Pasterzem naszej diecezji ks. bpem Bolesławem Pylakiem, który w tym czasie przebywał w okolicach Rzymu i był obecny na audiencji. Z trudem przedostał się z papieskiego podium do polskiego sektora, gdzie się znajdowaliśmy. Było to spotkanie niespodziewane, ale serdeczne, tak jak zresztą wszystkich Polaków spotykających się za granicą. Tego, co dzieje się w każdą środę na placu św. Piotra, nie da się opisać. Trzeba tam być i przeżyć. To tutaj zbiera się cały świat. Z pełną prostotą i spontanicznie wszyscy wyrażają swoje uczucia dla Następcy św. Piotra – przez śpiew, skandowanie i długo nie milknące owacje. Każdy wyraża swe uczucia tak, jak potrafi, jak dyktuje mu jego serce. Ojciec Święty oczywiście nigdy nie pozostaje dłużny. Dojrzy każdy transparent, każdą grupę pielgrzymów, a później jeszcze długo chodzi między sektorami – rozmawia, pozdrawia, błogosławi. Najdłużej zatrzymuje się w sektorze polskim.
Zdawać by się mogło, że popularność i entuzjazm Ojca Świętego wśród Włochów powinien z czasem słabnąć, ale jest odwrotnie. Nie tylko się nie zmniejsza, lecz potęguje. To oczywiście rzutuje na postawę Włochów wobec Polaków. Również w tym roku – ze względu oczywiście na Ojca Świętego – doświadczyliśmy wielkiej życzliwości mieszkańców Włoch i innych krajów, przez które przejeżdżaliśmy. Wielu z nich pamiętało nas z ubiegłego roku....
Naszym cichym marzeniem po audiencji generalnej było to, abyśmy jeszcze przed odjazdem do Polski mogli spotkać się i pożegnać z Ojcem Świętym. Jak ogromna była nasza radość, gdy w piątek wieczorem ks. prał. Dziwisz oznajmił mi, że Ojciec Święty zaprasza nas na niedzielną Mszę św. W ogrodach, wraz innymi pielgrzymami z Polski, oraz prywatną audiencję wieczorem tego samego dnia. Niedziela pozostanie chyba najgłębiej w pamięci uczestników pielgrzymki. We Mszy św., której przewodniczył Papież, braliśmy oczywiście udział my, grupa młodzieży oazowej „Światło-życie”, inne grupy, jak również indywidualni pielgrzymi z Polski. Koncelebra z Ojcem Świętym, Komunia św. z rąk Papieża – to niezapomniane chwile. W południe – Anioł Pański odmawialiśmy wspólnie z Ojcem Świętym. Pomimo, że przyszliśmy dużo wcześniej, nie było już mowy, aby dostać się na dziedziniec rezydencji papieskiej. Pozostaliśmy więc na rynku w pierwszym szeregu pielgrzymów, którzy w odróżnieniu od roku poprzedniego, zajmowali cały rynek. Ojciec Święty oczywiście dostrzegł nas i nasz transparent.
Po południu pojechaliśmy „Biedronką” w kierunku Rzymu, do Radia Watykańskiego, gdzie zostaliśmy zaproszeni do wspólnego udziału we Mszy św. transmitowanej do Polski. Po powrocie z Rzymu i krótkim posiłku udaliśmy się na drugą już prywatną audiencję z Ojcem Świętym. Na początku młodzież z Krakowa wystawiła sztukę R. Brandstaettera „Pokutnik”, dla której osnowę stanowi historyczny zatarg między królem Bolesławem Śmiałym a Stanisławem Biskupem ze Szepanowa.
Potem wystąpił dostojny pielgrzym Mieczysław Fogg, którego wraz z małżonką zaprosił Ojciec Święty do siebie. W nocnej już ciszy płynęły słowa „Pieśni o matce”, Pieśni o synku” i innych. Część „oficjalną” tej audiencji zakończył wspólny śpiew i błogosławieństwo. A potem było nasze z Ojcem Świętym pożegnanie. Rozpostarł on szeroko swe ramiona, przygarnął nas wszystkich do siebie i jeszcze raz pobłogosławił. Trudno nam było rozstawać się z Namiestnikiem Chrystusa. Ciężko było opuszczać Castel Gandolfo i Rzym. Przeżyty tam tydzień minął jak jedna chwila. Smutek rozstania wypierała nadzieja na ponowną pielgrzymkę i spotkanie z Ojcem Świętym za rok.
Wybierając się w tym roku mieliśmy już pewne doświadczenie. Wiele spraw organizacyjnych przebiegło dużo łatwiej i sprawniej. Sam jednak cel pielgrzymki i sposób jej realizacji nie zmieniły się. Alpy i Apeniny przez miniony rok nie stały się wcale niższe, odległość z Kraśnika do Rzymu również się nie zmniejszyła. Upał, który towarzyszył nam podczas całej prawie pielgrzymki był chyba większy niż w roku ubiegłym. Stąd moje wielkie uznanie dla kraśnickiej młodzieży, a w szczególności dla tych, którzy po raz drugi podjęli trud pielgrzymowania do Ojca Świętego. Są to: Mirek Skałban – najmłodszy uczestnik z ubiegłego roku, Ela Kot – „Bambino”, Basia Wołoszyn, Donata Szubstarska, Joasia Machura oraz mój brat Michał jako kierowca. Z sercem przepełnionym miłością, z modlitwą na ustach, ufni pomoc Niepokalanej pokonywaliśmy trudy i omijaliśmy niebezpieczeństwa, których czyhało sporo w czasie pielgrzymki.
Słońce schowało się już za horyzont, gdy w poniedziałek 4 sierpnia 1980 r. dojeżdżaliśmy do Castel Gandolfo w drugiej już z kolei rowerowej pielgrzymce młodzieży z Kraśnika do Ojca Świętego. Każdy z odczuciem ulgi patrzył na leżącą przed nami na górze rezydencję. Nieważne w tej chwili były bolące nogi, słońce prażące nawet w godzinach popołudniowych, Zmęczenie dochodzące nieraz do granicy młodzieńczej wytrzymałości. Te ostatnie kilometry były, podobnie jak w roku ubiegłym, najcięższe. Kilkanaście kilometrów jazdy po drodze wspinającej się jednostajnie, bez serpentyn i zjazdów w dół, sprawiającej wrażenie zupełnie poziomej, dało się każdemu we znaki. Jedynie nasza „Biedronka”, chociaż obciążona w tym roku większą i cięższą przyczepą, jakby nic sobie nie robiła z ciężkiego podjazdu. Ale świadomość bliskiego już celu naszej pielgrzymki dodawała wszystkim otuchy i siły.
W Castel Gandolfo rozgościliśmy się jak poprzednio u sióstr „Casa nostra”, co znaczy po polsku „nasz dom”. Rzeczywiście ten dom jest bardzo gościnny. Przyjmuje najczęściej młodzież, która odwiedza Ojca Świętego.
> Następnego dnia po przyjeździe przeżywaliśmy największe emocje. Około południa sekretarz osobisty Ojca Świętego ks. Prał. Stanisław Dziwisz przekazał nam jego zaproszenie na prywatną audiencję tego dnia wieczorem. Przygotowania do audiencji i samo spotkanie z Najwyższym Pasterzem w sposób szczególny przeżywała młodzież, która – w większości – po raz pierwszy uczestniczyła w pielgrzymce rowerowej. Na pół godziny przed rozpoczęciem audiencji zjawiliśmy się w ogrodach Castel Gandolfo, przed wielką halą zbudowaną przez poprzednich papieży Piusa XII i Jana XXIII. Czekała już tam – również na audiencję – młodzież polonijna z różnych krajów, której przewodniczył ks. Bp Szczepan Wesoły. Wydawało się wszystkim, ze śnimy, gdy Ojciec Święty idąc do miejsca, które było dla niego przygotowane, skierował swoje kroki ku naszej grupie. Ucieszył się bardzo widząc nas i rozpoznał bezbłędnie tych uczestników pielgrzymki, którzy już drugi raz do niego przyjechali.
Szybko mijały chwile audiencji na wspólnym śpiewie i występie zespołu tanecznego młodzieży polonijnej. Pod koniec audiencji Papież zwrócił się do młodzieży polonijnej. Pod naszym adresem skierował następujące słowa:
Tak się złożyło, że na ten sam wieczór przybyli moi dobrzy znajomi, bo już drugi raz tu przybywają odwiedzić Papieża na rowerach, z Kraśnika. Nie będę was pytał, czy wiecie, gdzie leży Kraśnik na mapie Polski. Przypuszczam, że wiecie, a jeżeli nie wiecie, to sobie zobaczcie, po powrocie do domu. Rozłożycie mapę i znajdziecie ten Kraśnik... Dobrze się złożyło, że ta młodzież – która dzisiaj tutaj przyjechała odwiedzić Papieża- z Kraśnika, spotkała się z młodzieżą, która tu przybyła z Anglii, Francji, RFN i z różnych środowisk polonijnych.
Po odmówieniu modlitwy „Ojcze nasz” Ojciec Święty udzielił nam błogosławieństwa, zrobiliśmy krąg i zaśpiewaliśmy wspólnie pieśń „Idzie noc”. Na zakończenie audiencji obdarował każdego różańcem, a my również złożyliśmy nasze dary – ornat i rower. Ornat z wizerunkiem Matki Bożej Chełmskiej z życzeniem, aby miała Ona Ojca Świętego w swej opiece. W mojej rodzinnej parafii w Chełmie znajduje się łaskami słynący obraz Matki Bożej, stąd właśnie Jej wizerunek na ornacie wyhaftowanym przez moją mamę, która również brała udział w pielgrzymce.
Rower wyścigowy, który ofiarowaliśmy Ojcu Świętemu, był jednym z naszych rowerów: na nim to przyjechałem z Kraśnika do Włoch. Na widok roweru Ojciec Święty zapytał:
Czy mam na nim przyjechać do Kraśnika ?
Młodzież, oczywiście z wielką radością przytaknęła Ojcu Świętemu. Około godziny jedenastej opuściliśmy ogród letniej rezydencji Papieża.
Następnego dnia, w środę, udaliśmy się na audiencję generalną, gdzie Ojciec Święty wyliczając grupy pielgrzymów z Polski, powitał nas słowami „Pielgrzymka rowerowa po raz drugi”. Tego dnia na placu św. Piotra przeżyliśmy jeszcze jedno miłe spotkanie z Pasterzem naszej diecezji ks. bpem Bolesławem Pylakiem, który w tym czasie przebywał w okolicach Rzymu i był obecny na audiencji. Z trudem przedostał się z papieskiego podium do polskiego sektora, gdzie się znajdowaliśmy. Było to spotkanie niespodziewane, ale serdeczne, tak jak zresztą wszystkich Polaków spotykających się za granicą. Tego, co dzieje się w każdą środę na placu św. Piotra, nie da się opisać. Trzeba tam być i przeżyć. To tutaj zbiera się cały świat. Z pełną prostotą i spontanicznie wszyscy wyrażają swoje uczucia dla Następcy św. Piotra – przez śpiew, skandowanie i długo nie milknące owacje. Każdy wyraża swe uczucia tak, jak potrafi, jak dyktuje mu jego serce. Ojciec Święty oczywiście nigdy nie pozostaje dłużny. Dojrzy każdy transparent, każdą grupę pielgrzymów, a później jeszcze długo chodzi między sektorami – rozmawia, pozdrawia, błogosławi. Najdłużej zatrzymuje się w sektorze polskim.
Zdawać by się mogło, że popularność i entuzjazm Ojca Świętego wśród Włochów powinien z czasem słabnąć, ale jest odwrotnie. Nie tylko się nie zmniejsza, lecz potęguje. To oczywiście rzutuje na postawę Włochów wobec Polaków. Również w tym roku – ze względu oczywiście na Ojca Świętego – doświadczyliśmy wielkiej życzliwości mieszkańców Włoch i innych krajów, przez które przejeżdżaliśmy. Wielu z nich pamiętało nas z ubiegłego roku....
Naszym cichym marzeniem po audiencji generalnej było to, abyśmy jeszcze przed odjazdem do Polski mogli spotkać się i pożegnać z Ojcem Świętym. Jak ogromna była nasza radość, gdy w piątek wieczorem ks. prał. Dziwisz oznajmił mi, że Ojciec Święty zaprasza nas na niedzielną Mszę św. W ogrodach, wraz innymi pielgrzymami z Polski, oraz prywatną audiencję wieczorem tego samego dnia. Niedziela pozostanie chyba najgłębiej w pamięci uczestników pielgrzymki. We Mszy św., której przewodniczył Papież, braliśmy oczywiście udział my, grupa młodzieży oazowej „Światło-życie”, inne grupy, jak również indywidualni pielgrzymi z Polski. Koncelebra z Ojcem Świętym, Komunia św. z rąk Papieża – to niezapomniane chwile. W południe – Anioł Pański odmawialiśmy wspólnie z Ojcem Świętym. Pomimo, że przyszliśmy dużo wcześniej, nie było już mowy, aby dostać się na dziedziniec rezydencji papieskiej. Pozostaliśmy więc na rynku w pierwszym szeregu pielgrzymów, którzy w odróżnieniu od roku poprzedniego, zajmowali cały rynek. Ojciec Święty oczywiście dostrzegł nas i nasz transparent.
Po południu pojechaliśmy „Biedronką” w kierunku Rzymu, do Radia Watykańskiego, gdzie zostaliśmy zaproszeni do wspólnego udziału we Mszy św. transmitowanej do Polski. Po powrocie z Rzymu i krótkim posiłku udaliśmy się na drugą już prywatną audiencję z Ojcem Świętym. Na początku młodzież z Krakowa wystawiła sztukę R. Brandstaettera „Pokutnik”, dla której osnowę stanowi historyczny zatarg między królem Bolesławem Śmiałym a Stanisławem Biskupem ze Szepanowa.
Potem wystąpił dostojny pielgrzym Mieczysław Fogg, którego wraz z małżonką zaprosił Ojciec Święty do siebie. W nocnej już ciszy płynęły słowa „Pieśni o matce”, Pieśni o synku” i innych. Część „oficjalną” tej audiencji zakończył wspólny śpiew i błogosławieństwo. A potem było nasze z Ojcem Świętym pożegnanie. Rozpostarł on szeroko swe ramiona, przygarnął nas wszystkich do siebie i jeszcze raz pobłogosławił. Trudno nam było rozstawać się z Namiestnikiem Chrystusa. Ciężko było opuszczać Castel Gandolfo i Rzym. Przeżyty tam tydzień minął jak jedna chwila. Smutek rozstania wypierała nadzieja na ponowną pielgrzymkę i spotkanie z Ojcem Świętym za rok.
Wybierając się w tym roku mieliśmy już pewne doświadczenie. Wiele spraw organizacyjnych przebiegło dużo łatwiej i sprawniej. Sam jednak cel pielgrzymki i sposób jej realizacji nie zmieniły się. Alpy i Apeniny przez miniony rok nie stały się wcale niższe, odległość z Kraśnika do Rzymu również się nie zmniejszyła. Upał, który towarzyszył nam podczas całej prawie pielgrzymki był chyba większy niż w roku ubiegłym. Stąd moje wielkie uznanie dla kraśnickiej młodzieży, a w szczególności dla tych, którzy po raz drugi podjęli trud pielgrzymowania do Ojca Świętego. Są to: Mirek Skałban – najmłodszy uczestnik z ubiegłego roku, Ela Kot – „Bambino”, Basia Wołoszyn, Donata Szubstarska, Joasia Machura oraz mój brat Michał jako kierowca. Z sercem przepełnionym miłością, z modlitwą na ustach, ufni pomoc Niepokalanej pokonywaliśmy trudy i omijaliśmy niebezpieczeństwa, których czyhało sporo w czasie pielgrzymki.
Copyright © 2009 Fundacja Dziedzictwo Jana Pawła II
Bank Spółdzielczy Ziemi Kraśnickiej w Kraśniku 59 8717 0009 2001 0005 8883 0001
Bank Spółdzielczy Ziemi Kraśnickiej w Kraśniku 59 8717 0009 2001 0005 8883 0001















