Festiwal DJP2

Poprzednie edycje FDJP2

Zostań redaktorem portalu FDJP2

Strony internetowe dla parafii

Newsletter FDJP2

Interesują Cię wydarzenia religijne i kulturalne związane z osobą Jana Pawła II?Newsletter FDJP2 jest dla Ciebie! Zapisz się już teraz!

FDJP2

Zepsuta skrzynia biegów pomogła w spotkaniu z Ojcem Świętym

Dnia 8 lipca 1981 r. Po raz trzeci rozpoczęliśmy pielgrzymkę przetartym już szlakiem rowerowym do Rzymu. Radość wyjazdu przeplatała się ze smutkiem. Przypominamy sobie bowiem wszyscy to tragiczne popołudnie 13 maja na Placu Św. Piotra. Po tylu tygodniach od tamtego dnia jeszcze trudno było uwierzyć, że drugi człowiek zdolny był do takiego czynu. Jednak przeciwwagą ludzkiej zbrodni było zjednoczenie ludzi w modlitwie i ofierze w intencji ocalenia Ojca Świętego. Do tej szczególnej modlitwy i ofiary, do tego „szturmu” do Boga, który podjęli w sposób wyjątkowy Polacy, włączyliśmy się poprzez naszą modlitwę i pielgrzymkę. Codzienne modlitwy, wszystko, co nas w drodze spotka – trud, zmęczenie, niewygody ofiarowaliśmy już na początku w intencji zdrowia i życia Ojca Świętego.

Gdy wyjeżdżaliśmy z Kraśnika, Ojciec Święty przebywał w szpitalu i wielu z żegnających nas mówiło: „po co jedziecie? – i tak Ojca Świętego nie zobaczycie. Szkoda waszej drogi”. My jednak widzieliśmy sens naszego pielgrzymowania nawet w przypadku, gdyby te zapewnienia miały okazać się prawdziwe. Opatrzność Boża zrządziła jednak inaczej. Ale o tym za chwilę.

Trasa przez Polskę była nieco inna niż w poprzednich pielgrzymkach. Tym razem jechaliśmy przez Sandomierz, Dąbrowę Tarnowską – gdzie nas bardzo serdecznie przyjął na nocleg miejscowy ksiądz proboszcz – Tarnów, Kraków, Wadowice do Cieszyna. Dalsza droga – jak w poprzednich latach – przez Bratysławę, Wiedeń, Wenecję, Rawennę, Asyż do Rzymu. Wprawdzie jechaliśmy już po raz trzeci, jednak mieliśmy sporo trudności i przygód, które kończyły się dla nas pomyślnie. Warunki atmosferyczne były bardzo urozmaicone: od deszczowo – śniegowej aury w Tatrach aż do pięćdziesięciostopniowych upałów w Rzymie. Podobnie jak w latach ubiegłych na trasie przejazdu darzono nas wielką sympatią. Tym razem słyszeliśmy skandowanie na cześć Papieża.

Po dwu i pół tygodniach podróży wjechaliśmy na Plac Św. Piotra. Ojciec Św. Był w tym czasie jeszcze w Poliklinice Gemelli. Czyżby miało się spełnić to powiedzenie „być w Rzymie i papieża nie widzieć” w odniesieniu do nas ? Iskra nadziei na zobaczenie Jana Pawła II zaświeciła wtedy, gdy będąc w poliklinice dowiedziałem się od jednego z chorych, że Papież ukazuje się co kilka dni w oknie swojego pokoju na dziesiątym piętrze i błogosławi chorych, którzy gromadzą się wtedy na balkonach i w oknach szpitala. Nasze pragnienia zaktualizowało spotkanie w kilkanaście minut później z ks. Prał. Stanisławem Dziwiszem. W sobotę o szóstej wieczorem Ojciec Święty ukaże się w oknie i udzieli nam błogosławieństwa. Na to spotkanie przybyli też inni Polacy, a wśród nich grupa dzielnych, młodszych od nas pielgrzymów z Poznania, którzy również przyjechali do Rzymu na rowerach. W oczekiwaniu na błogosławieństwo Ojca Świętego modliliśmy się i śpiewaliśmy piosenki religijne. Odpowiedzią na błogosławieństwo i pozdrowienia Papieża były łzy radości i ogromny entuzjazm zebranych. Po błogosławieństwie przekazaliśmy Ojcu Św., na ręce ks. Dziwisza, rzeźbę wieśniaczki polskiej, znaczek pielgrzymkowy i koszulkę z okolicznościowym nadrukiem upamiętniającym naszą trzecią pielgrzymkę do Rzymu. Od tego pamiętnego dnia prawie codziennie zjawialiśmy się przed polikliniką, śpiewem umilaliśmy Ojcu Św. Dni pobytu w szpitalu i dawaliśmy znać o naszej obecności w Rzymie. W niektóre dni przed oknem, gdzie leżał Papież niczym na placu Św. Piotra, zjawiał się tłum pielgrzymów różnej narodowości w nadziei, że ujrzą Ojca Św.. Byli też i fotoreporterzy. Wszystkich jednak łączyła modlitwa o jak najszybszy powrót Papieża do zdrowia, a wyciągnięte ręce zebranych w kierunku Ojca Św. Bez słów mówiły wszystko.

W każdą środę na Placu Św. Piotra, wtedy, kiedy zwykle odbywała się audiencja, gromadzili się Polacy wokół obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej i zanosili modlitwy w intencji Ojca Św. I naszej Ojczyzny, zazwyczaj pod przewodnictwem duszpasterza pielgrzymów ks. Kazimierza Przydatka z Rzymu. W środę, 29 lipca, kiedy to po raz pierwszy braliśmy udział w środowej modlitwie, przewodniczył ks. Arcybiskup Józef Glemp – Prymas Polski, który w tym czasie przybył do Rzymu. Dzień naszego powrotu do Polski zbliżał się szybko i zaczęliśmy już żegnać się z najbliższymi znajomymi. Wtedy stało się coś, co nie było zaplanowane. Gdy jechaliśmy na polski cmentarz na Monte Cassino, nastąpiła awaria skrzyni biegów naszej poczciwej „Biedronki” . Uniemożliwiło to nasz powrót w zaplanowanym terminie. Wskutek trudności połączenia się z Polską nie udało się sprowadzić uszkodzonych części. Próby naprawienia samochodu na miejscu również się nie powiodły. Konieczny był przyjazd do polskiej granicy po uszkodzoną skrzynię biegów. W piątek 15 sierpnia wróciłem z Cieszyna do Rzymu z rozebraną skrzynią biegów w plecaku po wielu przygodach. Ojciec Św. Był już w Watykanie. W uroczystość Wniebowzięcia Matki Bożej Papież osobiście – a nie jak bywało w poprzednie niedziele drogą radiową – odmówił z wiernymi zgromadzonymi na Placu Św. Piotra modlitwę Anioł Pański i udzielił błogosławieństwa. Z tej samej okazji zgromadzili się w dniu następnym pielgrzymi przed bazyliką Św. Piotra w liczbie kilkudziesięciu tysięcy. Wśród wielu transparentów powiewał i nasz, który głosił: „ Młodzież z Kraśnika na rowerach serdecznie pozdrawia Ojca Świętego”. Bezpośrednio po tym udaliśmy się do Castel Gandolfo , aby jako czasowi mieszkańcy tego miasteczka i tam powitać Ojca Świętego. W oczekiwaniu na przylot z Watykanu umilaliśmy czas pielgrzymom śpiewem piosenek religijnych. Mieszkańcy Castel Gandolfo i przybyli pielgrzymi entuzjastycznie powitali Papieża, który przyjechał do swojej letniej rezydencji, aby tam przez czas zalecony przez lekarzy przebywać na rekonwalescencji. Zaproszeni przez Włochów za pośrednictwem ks. Kazimierza Przydatka uczestniczyliśmy następnego dnia w pieszej pielgrzymce do Sanktuarium Matki Bożej w Mentorella i w uroczystości nadania ścieżce górskiej prowadzącej do Sanktuarium imienia Karola Wojtyły. Ojciec Św. jako biskup i kardynał często przemierzał tę drogę do pięknego, położonego w górach na zupełnym pustkowiu, Sanktuarium. Odwiedził go też będąc Papieżem. Kilkunastokilometrowy odcinek dość trudnej, górskiej drogi przeszliśmy modląc się i śpiewając po polsku i po włosku. W uroczystości nadania imienia Karola Wojtyły ścieżce górskiej, która odbyła się w Sanktuarium podczas Mszy Św., uczestniczył miejscowy biskup i ks. Proboszcz oraz chyba wszyscy mieszkańcy miejscowego miasteczka Pisoniano. Po uroczystościach w kościele odbyło się spotkanie wszyskich pielgrzymów, wspólny posiłek i wymiana flag. Daliśmy Włochom naszą polską, a otrzymaliśmy włoską. Każdy z nas poszedł zadzwonić sercem specjalnego dzwonu, gdyż wśród pielgrzymów trwa przekonanie, że każdy, kto zadzwoni tym dzwonem, jeszcze raz kiedyś powróci do tego Sanktuarium. W drodze powrotnej do Rzymu zadecydowaliśmy, że pozostaniemy jeszcze do środy, aby uczestniczyć w modlitwie za Ojca Św.

Gdy powróciliśmy do Castel Gandolfo wieczorem, jak błyskawica obiegła wszystkich wiadomość: Ojciec Św. Zaprasza nas na środę rano na Mszę św. Do swojej prywatnej kaplicy. Radości nie było końca. Wtorek – przeznaczony na przygotowania do powrotnej podróży – minął bardzo szybko. W środę rano udaliśmy się do papieskiej kaplicy. Podczas Mszy Św. Dziękowaliśmy Bogu w szczególny sposób za to, że uratował nam Ojca Św., że jeszcze raz Dobro zwyciężyło nad Złem, że mogliśmy znów tak blisko przebywać z namiestnikiem Chrystusowym. Po Mszy Św. Ojciec Św. Spotkał się z nami w jednym ze swoich pokoi. Chociaż po wyjściu ze szpitala powracał dopiero do sił, z samopoczucia i humoru nic nie stracił. Pozostał takim, jakim zapamiętaliśmy go z poprzednich spotkań. Na początku zaśpiewaliśmy Papieżowi piosenkę „Polskie kwiaty”. Ponieważ pamiątki przekazaliśmy Ojcu Św. w klinice, teraz ofiarowaliśmy tylko bukiet wysokich róż. Papież obdarował każdego różańcem, zamieniając z każdym parę zdań. Bezbłędnie rozpoznał pielgrzymów z uprzednich lat zaznaczając, że niektórzy przez ten czas bardzo urośli. Następnie dziewczęta zaśpiewały piosenkę „Jesteśmy jagódki”, połączoną z tańcem i mimiką. Śpiewem piosenki „Dodaj mi sił” – o której Ojciec Św. powiedział, że jest piosenką jak w sam raz na rekonwalescencję Papieża – kończyliśmy audiencję. Życząc rzeczywiście szybkiego powrotu do pełni zdrowia i sił pożegnaliśmy się z Ojcem Św., który na koniec udzielił błogosławieństwa nam i wszystkim w Polsce.

Około południa wyruszyliśmy z Castel Gandolfo do Rzymu, gdzie wieczorem na Placu Św. Piotra modliliśmy się wraz z innymi pielgrzymami w intencji Ojca Św. A później pożegnanie z wszystkimi znajomymi, ostatnie spojrzenie na śpiące już Wieczne Miasto i powrót do ukochanej Polski. Panu Bogu i Matce Najświętrzej – Patronce Naszej pielgrzymki składamy dziękczynienie za opiekę nad nami i za wszystko, co w czasie trwania mogliśmy przeżyć.

Trzecia już z kolei pielgrzymka rowerami do Rzymu – to owoc ofiarnego trudu młodzieży i wielu ludzi dobrej woli, którzy w realizacji tej pielgrzymki pomogli. Nie sposób ich wszystkich wymienić. Ale wszystkim chcemy z całego serca podziękować.